Kulinarne kaprysy Karolki

Wpisy

  • czwartek, 31 marca 2016
    • Galaretka drobiowa (z kurczaka)

      Jeśli chodzi o mięsne galaretki, to nigdy za nimi nie przepadałam. Wieprzowe to już w ogóle są poza moimi zainteresowaniami, a na drobiowe czasem się skuszę. Kiedy się już zdecyduję, wolę te galaretki, które są napakowane mięsem drobiowym, a nie innymi składnikami (np. marchewką, groszkiem). Dodatkowo pomijam dodawanie do galaret skór. Chudą, drobiową galaretkę to nawet lubię - czasem nachodzi mnie na nią ochota i robię ją z tego, co zostanie po niedzielnym rosole. Wtedy nakładam do naczynek tyle mięsa ile tylko się da. Moje galaretki są może zbyt drobiowe, a mało "galaretowe", bo wchodzi do nich mało rosołu, ale takie właśnie lubię. Możecie dodać mniej mięsa do każdej miseczki, a dodać więcej rosołu lub marchewkę pokrojoną w kostkę czy też ugotowany zielony groszek.

      Galaretka drobiowa (z kurczaka)

      Składniki:

      • 3 udka ugotowane w rosole
      • kawałek marchewki z rosołu
      • 2-3 łyżeczki żelatyny
      • 4 łyżki wrzątku
      • 1 szklanka (1,5 jeśli chcemy mniej mięsa, a więcej galarety) bulionu lub rosołu (najlepiej drobiowy, choć może być warzywny)
      • pieprz do smaku

      Wykonanie:

      Mięso oddzielamy od skór i kości i drobno kroimy. Układamy do miseczek (ja dałam do 2 kokilek po 300 ml (pełne), ale można dać do 3 i zwiększyć ilość rosołu względem mięsa), a na wierzch, jako kolejną warstwę układamy plastry ugotowanej marchewki. Rosół lub bulion podgrzewamy i doprawiamy pieprzem - uważam, że galaretka powinna być bardziej doprawiona niż rosół, ale to zależy też od Waszych preferencji. Zagotowujemy wrzątek i w osobnej miseczce, w 4 łyżkach rozpuszczamy dokładnie żelatynę. Kiedy nie będzie grudek, dodajemy żelatynę do ciepłego rosołu i delikatnie zalewamy nim nasze mięso w miseczkach. Rosół powinien zakryć warstwę marchewki. Galaretki wstawiamy do lodówki do stężenia. Podajemy schłodzone, z cytryną lub octem.

      Jeśli chcecie, możecie dodać więcej marchewki pokrojonej w kostkę i wymieszać ją z mięsem, tak samo jak ugotowany zielony groszek. Wtedy Wasze galaretki będą piękne i kolorowe. Należy też pamiętać, że zwiększając ilość rosołu, należy zwiększyć ilość rozpuszczanej żelatyny - według przepisu na opakowaniu. Moje galaretki były baaaardzo napakowane mięsem i jedna kokilka była rozdzielana na 4 części. Większa proporcja rosołu w galaretkach ułatwia też wyjmowanie ich z pojemników.

      Galaretka drobiowa (z kurczaka)

      Galaretka drobiowa (z kurczaka)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2016 11:55
  • czwartek, 24 marca 2016
    • Babka potrójnie pomarańczowa

      Już od zeszłych Świąt Wielkanocnych nosiłam się z zamiarem upieczenia babki pomarańczowej oblanej lukrem z soku pomarańczowego i cukru pudru. Niestety, w ubiegłym roku się nie wyrobiłam i choć starałam się podejść do tej babki przez cały rok, dopiero wczoraj przyszła na nią pora. Zrobiłam do niej wspomniany lukier pomarańczowy, ale zamieniłam go na cukier puder, ponieważ babka wychodzi wilgotna, mocno pomarańczowa i ma dość zwartą konsystencję. Jest po prostu konkretna :) Oprószenie jej pudrem dodało wypiekowi lekkości. Jest potrójnie pomarańczowa, bo użyłam skórki pomarańczowej, soku z pomarańczy i aromatu. Miał być też lukier - to by dopiero była pomarańczowa rozpusta! Jako, że foremka nie była zbyt duża, to po babce nie było śladu już po godzinie :) Taki wypiek jest świetny w ostatnich dniach przed Świętami.

      W akcji Delecty Piecz.. ot tak.. prosto z serca! pytają komu bym upiekła taką babkę i w jakiej kryzysowej sytuacji. Napiszę po prostu jak było. W ferworze przygotowań do Świąt miałam mało czasu, żeby zadbać o kubki smakowe swoich domowników. A łasuchów u mnie nie brakuje... Dodatkowo, te ostatnie dni przed Świętami należą do "zostaw, to na Święta!" :) Dlatego właśnie upiekłam na szybko babkę pomarańczową :) Tak jak pisałam, zniknęła w godzinę i zażegnała mały kryzys w naszym domu. Wszyscy, którzy nie mogli doczekać się świątecznych smaków byli zadowoleni. Jeśli nie macie czasu na wypieki, a chcecie przygotować coś pysznego i niewielkiego albo po prostu nie możecie doczekać się świątecznego łasuchowania - wypróbujcie moją babkę :) Mazurki i inne ciasta zostaną nietknięte, a głód pokonany!

      Babka potrójnie pomarańczowa

      Składniki na foremkę do babki o średnicy 21 cm:

      • 100 g masła w temperaturze pokojowej + masło do wysmarowania formy
      • 2/3 szklanki cukru
      • 1 cukier cytrynowy Delecta
      • 3 jajka
      • skórka otarta z 1 pomarańczy
      • 1/2 szklanki soku pomarańczowego
      • 1 i 1/3 szklanki mąki pszennej
      • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
      • cukier puder do dekoracji + ewentualnie skórka z pomarańczy
      • aromat pomarańczowy

      Wykonanie:

      Piekarnik nagrzewamy do 165 stopni (góra-dół). Masło ucieramy z cukrem i cukrem cytrynowym. Kiedy powstanie puszysta masa, dodajemy po jednym jajku, miksując po każdym po ok. 20 sekund. Następnie dodajemy skórkę ze sparzonej pomarańczy, kilka kropel aromatu pomarańczowego i sok pomarańczowy - ciągle miksując. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy do ciasta. Całość mieszamy delikatnie szpatułką do dokładnego połączenia. Formę na babkę smarujemy masłem, wysypujemy mąką (strzepując nadmiar) i wylewamy do niej ciasto. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 50-60 minut do suchego patyczka. Po ostygnięciu oprószamy babkę cukrem pudrem i dekorujemy startą skórką pomarańczową.

      Wpis dodaję do akcji:

      Piecz... ot tak... prosto z serca!

      Babka potrójnie pomarańczowa

      Babka potrójnie pomarańczowa

      Babka potrójnie pomarańczowa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Babka potrójnie pomarańczowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 marca 2016 12:18
  • środa, 23 marca 2016
    • Ciasto Shrek bez pieczenia

      Osobiście nie lubię takich ciast, jakie mam Wam dzisiaj do pokazania. Masy budyniowe i galaretki jakoś mnie w ciastach zniechęcają. Mimo wszystko przygotowałam Shreka na urodziny mojego Taty. Wypadają one w okolicach dnia Św. Patryka, dlatego zdecydowałam się na zielone ciasto. Wszyscy je bardzo chwalili, a ja nie chciałam nawet spróbować. Skusiłam się dopiero wtedy, gdy został ostatnie 3 kawałki i muszę przyznać, że faktycznie było bardzo dobre! Czyli nie dość, że prezentuje się świetnie i nie jest trudne do wykonania to jeszcze jest naprawdę smaczne! A co najważniejsze - nie potrzebujecie do niego piekarnika! Nie pozostaje mi nic innego jak oddać ten przepis w Wasze ręce. Zaczerpnęłam go z bloga Obżarciuch, ale użyłam mniejszej blaszki. Wydaje mi się, że delicje lepiej wyglądają między warstwami, a nie pod galaretką, dlatego wybrałam akurat ten przepis. Dodatkowo bardzo spodobało mi się udekorowanie kawałków ciasta plastrami kiwi - dużo bardziej zachęcają niż delicje :)

      Ciasto Shrek bez pieczenia

      Składniki na blaszkę 25 x 28 cm:

      • 100 g biszkoptów okrągłych
      • Sok Pysio lub Kubuś zielony 900 ml
      • 3 budynie śmietankowe bez cukru (po 40g każdy)
      • 500 ml śmietany kremówki
      • 2 galaretki o smaku kiwi
      • 300 g ciastek typu delicje
      • owoce kiwi do dekoracji

      Wykonanie:

      Blachę wykładamy papierem do pieczenia aż po jej brzegi. Na papierze układamy biszkopty. Z butelki soku odlewamy 1,5 szklanki napoju i rozpuszczamy w tej ilości budynie. Resztę soku zagotowujemy. Po zagotowaniu dodajemy rozpuszczone budynie i ciągle mieszając zagotowujemy jeszcze raz. Kiedy masa zgęstnieje, zdejmujemy ją z gazu i delikatnie wykładamy porcjami na biszkopty. Odstawiamy do wystygnięcia. Na ostudzonej masie układamy delicje.

      1 galaretkę rozpuszczamy w 2/3 szklanki wrzątku i odstawiamy do przestygnięcia. W tym czasie ubijamy śmietanę. Kiedy galaretka zacznie tężeć, dodajemy ją do ubitej śmietany, ciągle mieszając. Masę wykładamy na delicje i całość wstawiamy do stężenia w lodówce.

      Kiedy masa stężeje, rozpuszczamy ostatnią galaretkę według przepisu na opakowaniu - w max 0,5 l wrzątku. Odstawiamy do ostygnięcia. Tężejącą galaretkę wylewamy na masę śmietanowo-galaretkową i całość ponownie wstawiamy do lodówki do zastygnięcia galaretki. Obrane i pokrojone owoce kiwi układamy na wydzielonych kawałkach ciasta dopiero przed podaniem, nie wcześniej. Proponuję to ciasto zrobić dzień wcześniej niż ma być konsumowane, bo dopiero po jakimś czasie nabiera zwartej konsystencji.

      Ciasto Shrek bez pieczenia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Ciasto Shrek bez pieczenia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      środa, 23 marca 2016 08:31
  • sobota, 19 marca 2016
    • Bajaderki / kartofelki

      Ostatnio bardzo mi zależało, żeby upiec 3 ładne ciasta, które Tata zaniesie do pracy z okazji przejścia na emeryturę. Jak to zawsze bywa, zadziałała złośliwość rzeczy martwych i nowy piekarnik wytworzył mi jednego zakalca :) Okazało się, że na ciasto marchewkowe presja i pośpiech działają wyjątkowo źle i pół placka było do wyrzucenia. Przypomniałam sobie, że często z zakalców, starych, przyschniętych ciast i odpadów cukierniczych robi się bajaderki. Super pomysł na wykorzystanie resztek - nic się nie zmarnuje. Do swojego zakalca dorzuciłam kilka przyschniętych biszkoptów z dawno otwartej paczki i herbatniki. Wyszło mi z tego przepisu ok. 16 dużych bajaderek. Traktowałam je jak porcje ciasta, a nie jak trufle, dlatego moje kulki były dość duże - na kilka gryzów. Bajaderki znam też pod nazwą kartofelki i nigdy ich nie lubiłam, bo zawsze były intensywnie rumowe (pewnie dlatego, żeby zamaskować prawdziwy smak i aromat użytych ciast). Nie dodawałam aromatu rumowego, cynamon z ciasta marchewkowego mi pasował. W trakcie przygotowywania kuleczek uświadomiłam sobie, że przecież nie potrzebowałabym do nich zakalca czy starego ciasta, mogłabym wykorzystać właśnie biszkopciki i herbatniki i też powstałyby fajne kartofelki bez pieczenia. Skorzystałam z przepisu z bloga MojeWypieki.

      Bajaderki / kartofelki

      Składniki:

      • 450 g ciast lub ciastek (u mnie był to zakalec ciasta marchewkowego, 70g przyschniętych biszkopcików i 80 g herbatników - warto dodać herbatniki, ze względu na chrupkość większych kawałków)
      • 1/4 szklanki mleka
      • 1/4 szklanki cukru
      • łyżka rodzynek
      • 1/2 słoiczka dżemu - użyłam dżemu z czarnej porzeczki
      • 60 g masła
      • 2 łyżki kakao (moje ciasta nie były czekoladowe, więc dałam więcej, ale przy czekoladowych zmniejszamy ilość kakao)
      • 2 łyżki Nutelli
      • olejek rumowy lub inny

      Polewa i obłożenie

      • 100 g wiórków czekoladowych
      • 100 g czekolady deserowej
      • 1 łyżka masła
      • 1 łyżka śmietanki 30%

      Wykonanie:

      Ciasto i biszkopty starłam na tarce o dużych oczkach, a herbatniki pokruszyłam na kawałki. Mleko, cukier, masło i kakao zagotowałam razem w garnku i odstawiłam do przestygnięcia. W tym czasie zalałam wrzątkiem rodzynki, a kiedy napęczniały, odcedziłam je z wody i drobno pokroiłam. Do ciasta dodałam przestudzoną zawartości garnka, rodzynki, dżem i nutellę.
      Jeśli zdecydujecie się na dodanie aromatu, to właśnie teraz. Masę należy dobrze wyrobić, a następnie formować z niej kulki - moje były wielkości pyzy z mięsem.

      Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dodajemy masło i śmietankę i mieszamy, aż dobrze się połączą. W tak przygotowanej polewie obtaczamy bajaderki, a następnie "panierujemy" je w wiórkach kokosowych. Może się okazać, że masa jest zbyt miękka i źle się z nią pracuje przy polewie i wiórkach, dlatego przygotowane kulki można schłodzić w lodówce, żeby stwardniały. Można też później (kiedy stwardnieją) nabić je na patyczek do szaszłyków, co ułatwi nam obtaczanie w polewie i wiórkach. Gotowe bajaderki przechowujemy w lodówce.

      Bajaderki / kartofelki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      sobota, 19 marca 2016 14:47
  • poniedziałek, 14 marca 2016
    • Fettuccine Alfredo

      Dziś prezentuję Wam kolejną włoską klasykę - makaron z sosem Alfredo. Sos Alfredo bazuje na maśle i parmezanie - to ser jest głównym zagęstnikiem, ale fakt jest taki, że często spotykamy się z sosem, którego podstawę stanowi śmietana. Ja również preferuję taką wersję. Prostota tego dania sprawia, że możemy je zjeść już po 10 minutach od kiedy zabierzemy się za gotowanie. Mój makaron gotował się 8 minut, a sos zrobiłam w trakcie gotowania makaronu - to był błyskawiczny obiad! Starałam się nie myśleć jaką bombę smakową właśnie pochłaniam ;)

      Fettuccine Alfredo

      Składniki:

      • 70 g masła
      • 200 g śmietany kremówki
      • 1 duży ząbek czosnku lub 2 mniejsze
      • 80 g tartego parmezanu
      • 300 g makaronu fettuccine
      • sól
      • pieprz
      • natka pietruszki

      Wykonanie:

      Makaron gotujemy w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu. W trakcie gotowania makaronu, rozpuszczamy na dużej patelni masło, a kiedy się roztopi, dodajemy do niego czosnek przeciśnięty przez praskę lub bardzo drobno posiekany. Po chwili (należy uważać, żeby czosnek się nie przypalił) dodajemy śmietanę i gotujemy 5 minut, aż lekko zgęstnieje. Doprawiamy do smaku pieprzem i ewentualnie niewielką ilością soli - pamiętając, że parmezan też jest słony. Makaron odcedzamy i przekładamy na patelnię równocześnie z tartym parmezanem. Całość dokładnie mieszamy, aby makaron był dobrze pokryty zarówno sosem jak i serem. Dodajemy garść siekanej natki pietruszki i podajemy. Smacznego!

      Fettuccine Alfredo

      Fettuccine Alfredo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 marca 2016 13:09
  • sobota, 12 marca 2016
    • Brytyjskie kanapeczki z zielonym ogórkiem

      Do dziś pamiętam moją pierwszą książkę kulinarną. Byłą to Książka Kucharska Kaczora Donalda. Nie wiem ile mogłam mieć lat, ale pamiętam, że były tam przepisy m.in. na frykadelki Babci Kaczki, pizzę, lody miodowo-melonowe i kanapeczki z ogórkiem. Mimo, że byłam dzieckiem, oburzył mnie przepis na kanapki z ogórkiem, bo jak to w ogóle można nazwać przepisem... przecież to za banalne nawet dla dzieci! Jakoś mi tam nie pasowały... Kiedy 2 miesiące temu przygotowywałam kanapkę Elvisa, szukałam w Internecie informacji o innych znanych kanapkach. Baaaardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że te kanapeczki z ogórkiem, które uważałam za tak bzdurne, są jednymi z najbardziej znanych (o ile nie najbardziej znanymi) na Wyspach Brytyjskich! To typowe tzw. kanapeczki do herbaty. Zrobiłam je i muszę przyznać, że są naprawdę przyjemne w smaku, można ich zjeść sporą ilość, bo strasznie wciągają. Rozumiem już dlaczego są tak popularne, mimo, że są tak proste. Choć może właśnie dlatego takie są :) Postanowiłam zamieścić ten "przepis", ponieważ chciałabym zebrać większą kolekcję mniej lub bardziej znanych kanapek.

      Brytyjskie kanapeczki z zielonym ogórkiem

      Składniki:

      • 4 kromki chleba tostowego
      • masło
      • 1/3 - 1/2 ogórka zielonego
      • sól
      • pieprz

      Wykonanie:

      Każdej z kromek odkrajamy skórki. Jedną stronę każdej kromki smarujemy cienko, ale dokładnie masłem. Na warstwie masła układamy pokrojonego w cienkie plasterki ogórka. Plastry ogórka powinny być możliwie jak najcieńsze - najlepiej prawie przezroczyste. Powinny też na siebie delikatnie nachodzić, żeby wypełnić szczelnie całą kanapkę. Ogórka delikatnie solimy i pieprzymy. Przykrywamy drugą kanapką - warstwą z masłem do plastrów ogórka. Tak przygotowane kanapeczki dobrze dociskamy i kroimy na trójkąty, a później powtarzamy tę czynność jeszcze raz, otrzymując w efekcie 8 trójkątów z jednej złożonej kanapki. Oryginalnie kroi się kanapki w trójkąty, choć są też wersje ze zgrabnie wyciętymi prostokątami.

      Brytyjskie kanapeczki z zielonym ogórkiem

      Brytyjskie kanapeczki z zielonym ogórkiem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      sobota, 12 marca 2016 08:20
  • czwartek, 10 marca 2016
    • Rosół niedzielny

      Rosół to podstawa kuchni polskiej. Okazuje się jednak, że tak naprawdę bardzo trudno zrobić dobry rosół. Pomijając moją babcię, która robi rosół wprost wybitny, najlepszy na świecie, i moją mamę, która się od niej uczyła (choć nie może się z nią równać), to rzadko trafiam w domach na dobry, niedzielny rosół. A jaki to jest dobry rosół? Przede wszystkim esencjonalny. Taki, w którym czuć, że gospodyni (lub gospodarz ;) ) nie żałowała mięsa ani warzyw. Tak właściwie to w rosole powinny być trzy rodzaje mięsa, żeby był porządny, wykwintny jak przystało na niedzielny obiad. I powinien mieć piękny, złoty (a nawet lekko brązowy) kolor. Nie chodzi o taką wodę, która ma tylko oka w kolorze słomkowym, a całość trzeba zalać szklanką przyprawy maggi, żeby zyskała choć minimum smaku lub dodać kurkumy, by sztucznie ją zabarwić. Ten kolor ma wydobyć się sam poprzez długie, wolne gotowanie rosołu i dodanie opalonej cebuli. Nie łudźcie się, że zrobicie dobry rosół w 2 godziny. Rosół powinien pyrkać, mrugać, a nie gotować się. To właśnie wolnemu gotowaniu zawdzięczamy to, co najlepsze w naszej sztandarowej zupie. W starych książkach kucharskich pisano, żeby nastawiać rosół przed mszą siódmową, a zjadać po sumie - to by się zgadzało :) Proponuję Wam dziś dobry rosół, przyzwoity - nie mogę niestety go inaczej nazwać, bo jak wtedy nazwałabym rosół babci?! Jeśli jednak nie jedliście rosołu mojej babci, to ten będzie Wam baaardzo smakować :)

      Rosół niedzielny

      Składniki:

      • 650 g porcji rosołowej wołowej (np. żeberka, łata)
      • 1 kg porcji rosołowej z indyka (skrzydła, szyje)
      • 600 g porcji rosołowej z kurczaka (korpusy lub udka - ja dałam 2 duże udka)
      • kawałek selera (200g)
      • 1 por
      • 5 marchewek
      • 3 pietruszki
      • 5 ziaren ziela angielskiego
      • 3 liście laurowe
      • 2 cebule
      • nać lubczyku
      • nać selera
      • nać pietruszki
      • 3-4 ząbki czosnku
      • kilka ziaren pieprzu czarnego
      • 1 łyżka soli himalajskiej + więcej do smaku
      • pieprz czarny mielony

      Wykonanie:

      Mięsa myjemy i osuszamy ręcznikiem, a następnie wkładamy do dużego garnka. Marchewki, pietruszki i selera obieramy i kroimy na mniejsze kawałki, np. na pół. Wkładamy do garnka z mięsem, najlepiej pomiędzy kawałki mięsa, a nie na mięso (żeby zaoszczędzić miejsce w garnku). Dodajemy obrane ząbki czosnku i pokrojonego na mniejsze kawałki pora. Całość zalewamy wodą tylko do poziomu zawartości garnka. Jeśli garnek jest dobrze napakowany, a wody tylko tyle, by zakryła nasze składniki, to rosół będzie bardziej esencjonalny. Ustawiamy garnek na średnim gazie i dodajemy liście laurowe, ziele angielskie, ziarna pieprzu oraz wszystkie natki. W trakcie gotowania, na powierzchni rosołu zaczną zbierać się szumowiny, które należy co jakiś czas zbierać łyżką i wyrzucać. Cebule opalamy nad ogniem i dodajemy do rosołu - jej skórka powinna być czarna, zwęglona. Ja przekroiłam swoje cebule na połówki, żeby móc opalić większą powierzchnię. Rosół powinien jedynie zacząć się gotować, wtedy od razu zmniejszamy ognień na jak najmniejszy, żeby nasza zupa tylko pyrkała, a nie kłębiła się. Kiedy mięso zmięknie, po około 2 godzinach, dodajemy łyżkę soli i gotujemy dalej. 20 minut przed podaniem doprawiamy rosół do smaku solą i pieprzem. Jeśli chodzi o smak, to nasza zupa jest już gotowa, ale osobiście przelewam rosół przez sito do innego garnka, aby pozbyć się resztek szumowin, przypraw i kawałków warzyw. Podajemy z makaronem, kawałkami marchewki z rosołu i świeżą natką pietruszki. Zapewne część mięsa z rosołu zostanie zjedzona, ale resztę można wykorzystać na następny obiad, np. w formie pierogów z mięsem, krokietów, można też zrobić paszteciki do barszczu lub pyzy.

      Rosół

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 marca 2016 10:56
  • poniedziałek, 07 marca 2016
  • czwartek, 03 marca 2016
    • Śledzie smażone (opiekane)

      Z zamiarem usmażenia całych tuszek śledziowych nosiłam się już od końca zeszłego roku. W natłoku codziennych obowiązków nie znalazłam jednak na nie czasu, a później nie mogłam nigdzie dostać świeżych, ładnych śledzi. 2 dni temu kupiłam je w jednym z marketów i nareszcie przyrządziłam porcję dla całej rodzinki :) Tak przygotowane śledzie możecie zamarynować - włożyć do słoików i zalać zalewą octową. Ja nie przepadam za rybą w occie, więc tym razem skupiłam się na swoich preferencjach i skonsumowaliśmy śledzie zaraz po zdjęciu z patelni.

      Śledzie smażone (opiekane)

      Składniki:

      • 600 g tuszek śledzi
      • 3 łyżki mąki pszennej
      • sól
      • pieprz
      • 1/2 łyżeczki papryki słodkiej lub ostrej
      • olej do smażenia
      • cytryna do podania

      Wykonanie:

      Śledzie myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Każdą tuszkę posypujemy solą i pieprzem z obu stron, a następnie wcieramy w rybę. Tak przygotowane ryby odstawiamy na 10 minut. Mąkę mieszamy z papryką. Śledzie obtaczamy z każdej strony w mieszance mąki z papryką i smażymy na rozgrzanym oleju aż mąka nabierze złotego koloru z obu stron. Podajemy ciepłe, w towarzystwie ćwiartek cytryny do skropienia ryb.

      Śledzie smażone (opiekane)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      karolina_2312
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 marca 2016 09:52
  • środa, 02 marca 2016
    • Sałatka z pomarańczy sycylijskich i mozzarelli (podobna do caprese)

      4 lata temu, podczas moich wakacji w Stanach Zjednoczonych, zauważyłam u znajomej książkę ze świetnymi przepisami. Nie pamiętam co to była za książka, wiem tylko, że była ona czymś w rodzaju naszych Przepisów z Tesco, ale z odpowiednikiem jakiegoś amerykańskiego marketu. Odbiłam na ksero kilka interesujących mnie przepisów z zamiarem ich późniejszego wykorzystania, choć nie sądziłam, że miną aż 4 lata zanim do nich sięgnę! Pierwszy z przepisów to właśnie ta sałatka w formie wieżyczek z plastrów mozzarelli, pomarańczy sycylijskich i liści bazylii. Znalazłam ostatnio w sklepie czerwone pomarańcze i przypomniałam sobie, że mam w swoich zbiorach ten przepis. Po raz kolejny żałuję, że nie skorzystałam z niego wcześniej, bo bardzo zasmakowało mi to połączenie. Kocham mozzarellę, a pomarańcze okazały się świetnym składnikiem sałatkowym. Nigdy wcześniej nie dodawałam ich do sałatek i dziś wiem ile mnie ominęło! Jutro na pewno znowu pokuszę się o jakąś sałatkę z ich udziałem. Zanim to jednak nastąpi, dzielę się przepisem na tę pierwszą :)

      Sałatka z pomarańczy sycylijskich i mozzarelli (podobna do caprese)

      Składniki na 2 porcje:

      • 2 pomarańcze sycylijskie
      • 1 kulka mozzarelli (125g)
      • garść liści bazylii
      • skórka z pomarańczy (opcjonalnie)
      • sałata do podania (opcjonalnie)

      Dressing

      • 1 łyżeczka octu balsamicznego
      • 3 łyżeczki oliwy z oliwek
      • 4 łyżeczki soku z pomarańczy sycylijskich
      • sól
      • pieprz

      Wykonanie:

      Pomarańcze obieramy ze skórki, a następnie kroimy na plastry grubości ok. 0,5 cm. Z podanych składników przygotowujemy sos. Na talerzu układamy plastry mozzarelli - grubości podobnej do plastrów pomarańczy (plastry sera możemy poprzedzić liśćmi sałaty, jeśli wybierzemy taką opcję), na nich plastry pomarańczy, a na wierzchu liść lub 2 liście bazylii - w zależności od ich wielkości (powinny stanowić kolejną warstwę, na całej powierzchni pomarańczy). Powtarzamy tę kombinację jeszcze 2 razy, aby uzyskać po 3 warstwy każdego składnika. Tak ułożoną wieżyczkę polewamy łyżką sosu. Możemy dodać na wierzch startą skórkę z pomarańczy, choć ja pominęłam ten element. Smacznego!

      Sałatka z pomarańczy sycylijskich i mozzarelli (w stylu caprese)